Wszystkie przypały Krzysztofa Lewandowskiego. Polityczna ekipa, która nie chce zejść z boiska.

Krzysztof Lewandowski najwyraźniej nie potrafi rozstać się z Górnikiem Zabrze. Były wiceprezydent, przez osiemnaście lat związany z władzą Małgorzaty Mańki-Szulik, dziś chętnie poucza innych, jak należy zarządzać klubem i ile powinien być wart. Problem w tym, że kibice doskonale pamiętają zaległe wynagrodzenia, organizacyjny chaos i polityczne wpływy, które przez lata towarzyszyły zabrzańskiemu futbolowi. Pamięta o tym również Lukas Podolski, który we wrześniu publicznie przypomniał Lewandowskiemu o ponad 30 milionach złotych zadłużenia pozostawionego przez poprzednią ekipę. Czy człowiek, który niegdyś współdecydował o sprawach Górnika, stał się dziś persona non grata w jego otoczeniu? Patrząc na reakcje części kibiców i właściciela klubu, trudno nie odnieść wrażenia, że jego kolejne wykłady o futbolu spotykają się z coraz mniejszą cierpliwością.

Górnik Zabrze, czyli polityczne boisko Mańki-Szulik

W Zabrzu od lat wiadomo, że piłka nożna i lokalna polityka potrafią stworzyć związek znacznie trwalszy niż niejeden kontrakt zawodniczy. Szczególnie dobrze było to widać za rządów Małgorzaty Mańki-Szulik, kiedy Górnik znajdował się pod kontrolą samorządu, a decyzje dotyczące klubu niejednokrotnie prowadziły prosto do gabinetów zabrzańskiego magistratu.

Krzysztof Lewandowski przez osiemnaście lat należał do najbliższych współpracowników byłej prezydent. Trudno więc uwierzyć, że sprawy Górnika były dla niego jedynie weekendową rozrywką, szczególnie że istnieją konkretne świadectwa jego aktywności przy klubie.

W 2023 roku „Przegląd Sportowy” opublikował obszerny reportaż Łukasza Olkowicza zatytułowany „Górnik w potrzasku”. Dziennikarz opisał kulisy funkcjonowania klubu, polityczne zależności, problemy finansowe i rolę osób związanych z ówczesnym kierownictwem miasta.

Jednym z rozmówców był Zbigniew Waśkiewicz, były prezes Górnika, który wspominając Lewandowskiego, przyznał, że ten „próbował maczać palce w rządzeniu klubem”. Waśkiewicz zaznaczył przy tym, że nie uważał jego intencji za złe, choć część publicznych wypowiedzi wiceprezydenta budziła jego zdziwienie.

To istotna różnica, ponieważ nikt nie musi zarzucać Lewandowskiemu celowego szkodzenia Górnikowi, żeby postawić pytania o jego faktyczny wpływ na sposób zarządzania klubem.

Zresztą nie chodzi wyłącznie o relacje byłych prezesów. W sierpniu 2021 roku, podczas wyborów prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Górnika nie reprezentował jego ówczesny prezes Dariusz Czernik, lecz właśnie Krzysztof Lewandowski oraz przewodniczący rady nadzorczej Roman Kusz.

Klub miał własnego prezesa, ale przy wyborze najważniejszego człowieka polskiej piłki występowali w jego imieniu przedstawiciele samorządowo-nadzorczego zaplecza. Można oczywiście tłumaczyć to formalnymi upoważnieniami, jednak trudno o bardziej obrazowy przykład tego, jak mocno Górnik pozostawał związany z miejskim układem decyzyjnym.

Dzisiaj Lewandowski występuje jako komentator i recenzent spraw klubu, ale trudno oddzielić tę rolę od jego wieloletniej obecności w środowisku, które przez lata wpływało na losy zabrzańskiej drużyny.

Podolski dawał Górnikowi możliwości, których polityka nie potrafiła wykorzystać

Kiedy Lukas Podolski trafił do Zabrza w 2021 roku, był dla Górnika kimś znacznie więcej niż kolejnym piłkarzem. Mistrz świata, były zawodnik Bayernu Monachium, Arsenalu i Interu, człowiek rozpoznawalny na całym świecie, który nie ukrywał emocjonalnego związku z klubem i jego kibicami.

Dla każdego profesjonalnie zarządzanego klubu byłaby to marketingowa okazja, której nie da się kupić za zwykły budżet reklamowy.

Tymczasem z reportażu „Przeglądu Sportowego” wynikało, że Podolski był rozczarowany sposobem wykorzystywania jego potencjału. Przed przyjściem do klubu przedstawiono mu rozbudowane plany marketingowe, ale po pierwszym roku miał uznać, że niewielką część obietnic zrealizowano.

Przedstawiciele ówczesnego zarządu bronili swojej pracy, wskazując na wzrost sprzedaży koszulek i realizowane projekty promocyjne. Samo rozczarowanie Podolskiego pokazuje jednak, że wizja zawodnika i rzeczywistość organizacyjna klubu nie zawsze szły w parze.

Co ciekawe, kiedy pojawiały się problemy w akademii, Podolski potrafił wykorzystać swoje kontakty do zdobywania finansowania na jej potrzeby. Pomógł między innymi pozyskać 100 tysięcy euro na remont bursy dla młodych piłkarzy, a także zaangażował się w poprawę infrastruktury treningowej.

W tym samym okresie Górnik zmagał się z problemami finansowymi, a część trenerów akademii publicznie skarżyła się na rozliczenia i niewypłacane należności.

Można więc zadać przewrotne pytanie, czy największym problemem dla dawnej zabrzańskiej władzy nie był przypadkiem fakt, że pojawił się człowiek, który potrafił załatwiać dla klubu konkretne rzeczy bez konieczności prowadzenia wielomiesięcznych politycznych dyskusji.

Nie ma dowodów, że Lewandowski osobiście blokował inicjatywy Podolskiego. Pozostaje jednak faktem, że te organizacyjne tarcia występowały w okresie sprawowania władzy przez jego polityczne środowisko.

Kiedy piłkarze nie wychodzili na trening, Lewandowski miał inne spojrzenie na problemy

W lutym 2024 roku zawodnicy Górnika odmówili udziału w treningu z powodu zaległych wynagrodzeń. Sam klub potwierdził wówczas dwumiesięczne opóźnienia w wypłatach, a przedstawiciele zarządu spotkali się z drużyną, żeby wyjaśnić sytuację i przeprosić za zaległości.

Dla kibiców był to kolejny dowód, że coś w sposobie zarządzania ich ukochanym klubem działa niewłaściwie. Górnik potrafił walczyć o wysokie miejsca w Ekstraklasie, a jednocześnie miał problemy z terminowym regulowaniem podstawowych zobowiązań wobec swoich pracowników.

W tym czasie klub pozostawał również bez prezesa oraz dyrektora sportowego, na co zwracali uwagę zarówno trener Jan Urban, jak i Lukas Podolski. Nie były to więc wyłącznie pretensje kibiców, lecz problemy dostrzegane przez ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych za sportowe funkcjonowanie drużyny.

Nic dziwnego, że cierpliwość części trybun zaczęła się kończyć.

W kwietniu 2024 roku, podczas spotkania ze Śląskiem Wrocław, kibice Torcidy wywiesili transparent wymierzony bezpośrednio w Krzysztofa Lewandowskiego. Obok niestosownej uwagi dotyczącej jego wyglądu znalazło się na nim wezwanie do zakończenia „bajek na Facebooku”.

Lewandowski odpowiedział w swoim stylu, żartując z własnej sylwetki, dziękując za internetowe zasięgi i zapewniając, że piłkarze otrzymają należne pieniądze.

Tyle że dla kibiców ważniejsze od dowcipów i facebookowych ripost były terminowe przelewy, stabilne zarządzanie oraz przyszłość klubu. Można bowiem mieć znakomity dystans do żartów na własny temat, a jednocześnie nie udzielać przekonującej odpowiedzi na pytania o organizacyjne problemy Górnika.

Nie wszyscy kibice podzielali wówczas tak krytyczne stanowisko, ale transparent Torcidy trudno uznać za wyraz szczególnego uznania dla działalności wiceprezydenta.

Górnik w sercu, Podbeskidzie w radzie nadzorczej

Do tego dochodzi jeszcze historia, która w piłkarskim Zabrzu wywoływała niemałe zdziwienie. W styczniu 2024 roku Krzysztof Lewandowski został członkiem rady nadzorczej Podbeskidzia Bielsko-Biała, choć nadal pełnił funkcję wiceprezydenta miasta będącego właścicielem Górnika i był związany z Fundacją Górnika Zabrze.

Lewandowski tłumaczył, że nie widzi konfliktu interesów, ponieważ nie podejmował decyzji sportowych dotyczących obu drużyn. Samo połączenie tych funkcji nie zostało publicznie uznane za niezgodne z prawem.

Niemniej trudno nie dostrzec, dlaczego część kibiców mogła patrzeć na tę sytuację z niedowierzaniem. Gdy Górnik zmagał się z problemami finansowymi i organizacyjnymi, jeden z najważniejszych przedstawicieli jego miejskiego właściciela znalazł czas również na działalność w organach innego klubu piłkarskiego.

Oczywiście prawo do obejmowania dodatkowych funkcji nie jest niczym nadzwyczajnym. Równie oczywiste powinno być jednak prawo kibiców do zadawania pytań o przejrzystość takich powiązań.

Podolski kontra Lewandowski. Trzydzieści milionów powodów do kłótni

We wrześniu 2026 roku historia zatoczyła koło. Górnik miał już nowego większościowego właściciela, a Krzysztof Lewandowski postanowił podsumować pierwszy rok prezydentury Kamila Żbikowskiego, poświęcając szczególnie dużo miejsca prywatyzacji klubu.

Były wiceprezydent uznał samą sprzedaż za sukces, ale mocno zakwestionował cenę, za którą miasto pozbyło się ponad 86 procent akcji. Przypomniał o wcześniejszych wycenach sięgających około 20 milionów złotych, wskazał na sportowe sukcesy, przychody, transfery zawodników i zasugerował, że całą procedurą mogą zainteresować się organy kontrolne.

To pytania, na które władze miasta powinny potrafić odpowiedzieć. Sprzedaż miejskiego majątku musi być przejrzysta, a wcześniejsze wyceny powinny zostać rzetelnie porównane z ostatecznymi warunkami transakcji.

Jest jednak pewien szczegół, którego nie można pomijać.

Za pakiet akcji miasto miało otrzymać 3,9 miliona złotych, natomiast inwestor zobowiązał się również do dokapitalizowania Górnika kwotą co najmniej 12,6 miliona złotych w ciągu trzech lat. Nie jest to dodatkowa zapłata dla miasta, ale zobowiązanie wobec klubu, które ma znaczenie przy ocenie całego przedsięwzięcia.

Nie sposób również porównywać wartości piłkarzy sprzedanych po prywatyzacji z ceną pakietu akcji bez uwzględnienia zadłużenia, pozostałych zobowiązań i kosztów prowadzenia drużyny.

Kiedy Lewandowski zaczął wyliczać miliony, do dyskusji włączył się sam Podolski.

Mistrz świata przypomniał byłemu wiceprezydentowi, że jego polityczna ekipa pozostawiła po sobie ponad 30 milionów złotych długu Górnika. Zarzucił także dawnym władzom przypisywanie sobie sportowych i organizacyjnych sukcesów, na które pracowali piłkarze, pracownicy i osoby zaangażowane w rozwój klubu.

Podolski zakończył swoją odpowiedź sugestią, żeby Lewandowski wrócił do jazdy na rowerze albo znalazł sobie zajęcie nieco dalej od Górnika.

Lewandowski nie wycofał się ze swojej argumentacji. W październikowym programie TVP3 Katowice ponownie zakwestionował wartość transakcji, tłumacząc, że nie sprzeciwia się sprzedaży Górnika Podolskiemu, ale uważa, iż klub był wart znacznie więcej. Przekonywał również, że zobowiązania nie zagrażały płynności finansowej spółki, a poprawiające się wyniki potwierdzały dobrą kondycję klubu.

Spór jest więc rzeczywisty i nie sprowadza się wyłącznie do wzajemnych uszczypliwości. Dotyczy zarówno oceny poprzedniego sposobu zarządzania, jak i wartości oraz warunków sprzedaży.

Tyle że trudno oczekiwać, aby wieloletni wiceprezydent Zabrza był w tej dyskusji traktowany jak neutralny ekspert, który nie miał nic wspólnego z historią miejskiego zarządzania Górnikiem.

Persona non grata? Przy Roosevelta pamięć jest dłuższa niż facebookowy wpis

Krzysztof Lewandowski może napisać jeszcze wiele obszernych analiz o wartości Górnika, sukcesach drużyny i błędach popełnianych przez obecne władze. Ma do tego pełne prawo, podobnie jak każdy mieszkaniec Zabrza.

Nie powinien jednak dziwić się, że jego słowa wywołują reakcje ludzi, którzy pamiętają również wcześniejsze lata.

Pamiętają czasy, kiedy o przyszłości Górnika rozmawiano w magistracie Małgorzaty Mańki-Szulik, a byli prezesi opowiadali o politycznych wpływach na klub. Pamiętają problemy z wynagrodzeniami, zamieszanie organizacyjne, protest piłkarzy i transparent kibiców skierowany do samego Lewandowskiego.

Pamiętają również, że Lukas Podolski, którego zaangażowanie otworzyło Górnikowi nowe możliwości, już przed przejęciem klubu krytykował sposób wykorzystywania jego potencjału.

Czy Lewandowski jest zatem persona non grata przy Roosevelta? Nie ma podstaw, by twierdzić, że wszystkich kibiców łączy jeden stosunek do byłego wiceprezydenta albo że na stadionie obowiązuje wobec niego jakikolwiek oficjalny zakaz. Jednak publiczne protesty części fanów i niezwykle dosadna odpowiedź Podolskiego pokazują, jak napięte stały się relacje wokół jego nazwiska.

W całej tej historii najbardziej zastanawia nie samo zainteresowanie Lewandowskiego Górnikiem, lecz łatwość, z jaką były przedstawiciel miejskiego właściciela przechodzi dziś do roli surowego recenzenta, nie poświęcając równie wiele uwagi temu, co działo się w klubie przez lata jego urzędowania.

Można dyskutować o cenie sprzedaży, sposobie prowadzenia negocjacji i przyszłości klubu pod rządami Podolskiego. Warto jednak przy tej okazji pamiętać, że historia Górnika nie zaczęła się w maju 2026 roku, a jego problemy nie pojawiły się wraz ze zmianą właściciela.

Bo w zabrzańskim futbolu zmieniali się prezesi, trenerzy, zawodnicy i polityczne ekipy, ale jedna rzecz pozostaje niezmienna: kibice mają dobrą pamięć, a Krzysztof Lewandowski, zanim zacznie kolejną lekcję zarządzania Górnikiem, powinien przynajmniej dopuścić możliwość, że część jej najtrudniejszych rozdziałów powstała również w czasach, gdy sam siedział po stronie nauczyciela.

Skomentuj