Lewandowski-Kaszpirowski. Skuteczni dla Zabrza, hucpa polityczna i pęd do władzy

Adin, dwa, tri… Krzysztof Lewandowski znów próbuje zahipnotyzować mieszkańców Zabrza. Tym razem przekonuje, że jego nieustająca aktywność na Facebooku wynika wyłącznie z troski o miasto, a wszyscy, którzy ośmielają się zadawać mu niewygodne pytania, dopuszczają się politycznych ataków. Tymczasem za kulisami środowiska Małgorzaty Mańki-Szulik słychać zupełnie inną opowieść. O stanowiskach, politycznych ambicjach i odzyskiwaniu władzy. W tej historii pojawia się również Rafał Kobos, a sam Lewandowski, według uczestników jednego ze spotkań, doczekał się owacji na stojąco za prowadzenie Facebooka. Czyżby zabrzańska hipnoza polityczna weszła na zupełnie nowy poziom?

Adin, dwa, tri… Patrzcie w ekran i uwierzcie Lewandowskiemu

Starsze pokolenie doskonale pamięta Anatolija Kaszpirowskiego, który przed telewizyjnymi kamerami przekonywał miliony widzów, że odpowiednia koncentracja i siła sugestii potrafią zdziałać cuda. Dziś Zabrze ma swojego internetowego odpowiednika słynnego hipnotyzera. Krzysztof Lewandowski nie potrzebuje już telewizyjnego studia ani wielomilionowej widowni, ponieważ wystarcza mu Facebook, na którym z godną podziwu regularnością przekonuje mieszkańców do własnej wizji rzeczywistości.

Były wiceprezydent w swoim najnowszym wpisie kreśli obraz człowieka niemal doskonałego. Nikomu nie chce dopiec, każdemu życzy dobrze, a jego jedyną motywacją pozostaje dobro Zabrza. Krytykuje wyłącznie po to, żeby naprawiać błędy innych, przy czym z niezwykłą skromnością dopuszcza nawet możliwość, że czasem sam może się pomylić.

Gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z politykiem, który przez osiemnaście lat należał do najważniejszych osób w zabrzańskim magistracie, można byłoby pomyśleć, że przemawia do nas bezinteresowny społecznik, przypadkiem zainteresowany lokalną polityką.

Wystarczy jednak wyjść poza facebookową rzeczywistość Lewandowskiego, żeby jego wzruszająca opowieść zaczęła wyglądać nieco inaczej.

Adin, dwa, tri… Facebook wart owacji na stojąco

Według informacji przekazanych naszej redakcji Krzysztof Lewandowski uczestniczył w spotkaniu środowiska politycznego związanego z Małgorzatą Mańką-Szulik. Co ciekawe, nie był tam jedynie przypadkowym obserwatorem, ponieważ jego działalność w mediach społecznościowych miała zostać przedstawiona jako przykład godny naśladowania.

Jak zgodnie relacjonują dwie niezależne osoby obecne na spotkaniu, były wiceprezydent otrzymał za sposób prowadzenia Facebooka owację na stojąco.

Trzeba przyznać, że to dość osobliwy powód do politycznego entuzjazmu. Najwyraźniej w środowisku Skutecznych dla Zabrza dobrze napisany post stał się osiągnięciem zasługującym na szczególne uznanie. Być może nie chodzi jednak wyłącznie o jakość internetowej publicystyki, lecz także o jej polityczną przydatność.

Bo dlaczego środowisko zainteresowane powrotem do władzy miałoby tak entuzjastycznie nagradzać człowieka, który zapewnia, że swoje komentarze publikuje wyłącznie z obywatelskiej troski?

Czy Facebook Lewandowskiego rzeczywiście jest tylko miejscem wyrażania prywatnych opinii, czy stał się jednym z narzędzi odbudowy politycznych wpływów dawnej ekipy? Sam fakt owacji nie przesądza odpowiedzi, ale w zestawieniu z pozostałymi informacjami ze spotkania trudno przejść obok tego pytania obojętnie.

Skuteczni dla Zabrza. Tęsknota za władzą czy za stanowiskami?

Najbardziej interesującym elementem całej historii pozostaje jednak wypowiedź Małgorzaty Mańki-Szulik, która według informacji uzyskanych przez redakcję miała podczas spotkania powiązać brak oczekiwanych stanowisk z planami odzyskania politycznej władzy. W tym kontekście pojawiło się również nazwisko Rafała Kobosa, już wcześniej promowanego przez środowisko byłej prezydent.

Jeżeli rzeczywiście rozczarowanie brakiem stanowisk stanowi jeden z powodów planowania politycznego powrotu, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy w całym przedsięwzięciu chodzi przede wszystkim o ich interes, czy o ambicje ludzi, którzy nie pogodzili się z utratą wpływów.

Rafał Kobos nie jest przecież postacią przypadkową. W przedterminowych wyborach prezydenckich w 2025 roku kandydował z komitetu Skuteczni dla Zabrza i Małgorzata Mańka-Szulik, uzyskując 9,88 procent głosów. Jego związki z dawnym obozem władzy są więc powszechnie znane, natomiast interesujące pozostają dalsze plany polityczne tego środowiska.

Warto w tym miejscu zapytać również o rolę Lewandowskiego. Czy były wiceprezydent jest jedynie sympatykiem dawnej ekipy, czy aktywnie uczestniczy w przygotowywaniu jej politycznego powrotu? I czy mieszkańcy czytający jego regularne komentarze na Facebooku mają świadomość, w jakim środowisku działalność ta spotyka się z tak wielkim uznaniem?

Adin, dwa, tri… A teraz opowiem wam o swojej żonie

Na zapowiedź ujawnienia mapy powiązań Lewandowski zareagował w sposób, którego nie powstydziłby się doświadczony mistrz odwracania uwagi. Zamiast odnieść się do możliwości istnienia politycznej sieci wpływów, postanowił wyjaśnić mieszkańcom, że finansowo powiązany jest wyłącznie ze swoją żoną i nigdy nie posiadał udziałów w żadnych spółkach.

Panie Krzysztofie, gratulujemy udanego małżeństwa, ale naprawdę nie o to chodzi.

Mapa powiązań politycznych nie musi przecież przedstawiać wspólników w przedsiębiorstwach ani osób posiadających wspólne rachunki bankowe. Może pokazywać wieloletnią współpracę, wzajemne poparcie, wpływy personalne, polityczne porozumienia i wspólne plany. Do tego wszystkiego nie trzeba aktu notarialnego, rodzinnego budżetu ani wpisu do KRS.

Były wiceprezydent najwyraźniej uznał jednak, że odpowiednio długo opowiadając o własnej sytuacji małżeńskiej, skutecznie odwróci uwagę od zasadniczych pytań. To trochę tak, jakby zapytany o cel politycznego spotkania zaczął szczegółowo wyjaśniać, co jadł na śniadanie. Być może wszystko się zgadza, tylko nadal nie wiadomo, po co właściwie zorganizowano spotkanie.

Krytykować może każdy. Pod warunkiem że nazywa się Lewandowski?

Równie interesująca jest osobliwa filozofia debaty publicznej prezentowana przez byłego wiceprezydenta. Lewandowski przekonuje, że krytyka jest potrzebna, pomaga korygować błędy i pozwala wypracowywać najlepsze rozwiązania. Kiedy jednak sam staje się jej adresatem, nagle pojawiają się oskarżenia o zastraszanie, paszkwile i marne sensacje.

Co więcej, były wiceprezydent sugeruje, że wie, kto pisze krytyczne materiały i kto za nie płaci. Skoro dysponuje taką wiedzą, pozostaje zachęcić go do przedstawienia konkretnych dowodów, ponieważ rzucanie insynuacji bez ich poparcia trudno pogodzić z deklarowanym przywiązaniem do uczciwej dyskusji.

Podobną sprzeczność widać w jego polemice z rzecznikiem zabrzańskiego magistratu Rafałem Kuligiem. Lewandowski oburza się na personalny charakter komentarzy rzecznika, po czym sam z wyraźną przyjemnością wypomina pochodzenie jednej z wiceprezydentek z Zawiercia i pozwala sobie na uszczypliwości dotyczące cudzych przyzwyczajeń.

Najwyraźniej według obowiązującej na jego Facebooku doktryny politycznej złośliwość jest jak najbardziej dopuszczalna, o ile jej autorem pozostaje Krzysztof Lewandowski. Kiedy podobną metodą posłuży się ktoś inny, natychmiast mamy do czynienia z niedopuszczalnym atakiem na człowieka zatroskanego o dobro mieszkańców.

Koniec seansu, panie Krzysztofie

Nie zamierzamy odbierać Lewandowskiemu prawa do krytykowania obecnych władz ani uczestniczenia w życiu politycznym. Może publikować dowolnie długie komentarze, organizować spotkania i wspierać tych, których uważa za najlepszych kandydatów do rządzenia Zabrzem. Nie ma w tym niczego niewłaściwego, podobnie jak nie ma niczego złego w politycznych ambicjach Małgorzaty Mańki-Szulik czy Rafała Kobosa.

Wypadałoby jednak zachować odrobinę konsekwencji i nie przedstawiać każdej politycznej aktywności jako całkowicie bezinteresownej obywatelskiej misji. Zwłaszcza gdy za kulisami pojawiają się rozmowy o odzyskiwaniu władzy, a działalność internetowa byłego wiceprezydenta spotyka się z owacją środowiska zainteresowanego takim powrotem.

Być może Lewandowski naprawdę wierzy, że jego wpisy są jedynie troskliwymi radami dla obecnych władz, a udział w spotkaniach dawnej ekipy pozostaje bez związku z politycznymi ambicjami tego środowiska. Równie dobrze może doskonale rozumieć znaczenie własnej aktywności. Nie zamierzamy odgadywać jego myśli, ale mamy pełne prawo pytać o fakty, powiązania i polityczne cele.

Dlatego zamiast kolejnych opowieści o rzekomym zastraszaniu i małżeńskich finansach, chętnie usłyszelibyśmy odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie: jaką rolę Krzysztof Lewandowski odgrywa w obecnych planach politycznych środowiska Małgorzaty Mańki-Szulik i Rafała Kobosa?

Anatolij Kaszpirowski potrafił kiedyś sprawić, że miliony ludzi wpatrywały się w ekran, wierząc w cudowną moc jego słów. Krzysztof Lewandowski najwyraźniej również znalazł swoich wiernych odbiorców, a przynajmniej takich, którzy gotowi są nagradzać jego internetową działalność owacją na stojąco.

Problem w tym, że Zabrze nie jest telewizyjnym studiem hipnotyzera, a jego mieszkańcy nie muszą bezkrytycznie przyjmować każdej opowieści byłego wiceprezydenta.

Adin, dwa, tri… Koniec seansu, panie Krzysztofie. Teraz pora otworzyć oczy i porozmawiać o tym, kto naprawdę chce wrócić do władzy, w jakim celu i jaką rolę ma w tym odegrać Pański Facebook.

Skomentuj