Ta historia z Zabrza pokazuje coś, co w ostatnich miesiącach powtarza się coraz częściej, ale rzadko mówi się o tym wprost. Nie chodzi tylko o same oszustwa, ale o to, jak bardzo potrafią one „wejść do głowy” ofiary.
63-letni mieszkaniec Zabrza stracił łącznie 41 tysięcy złotych na rzekomych inwestycjach w kryptowaluty. Z jego perspektywy wszystko wyglądało wiarygodnie – kontakt przez WhatsApp, osoby przedstawiające się jako doradcy inwestycyjni, konkretne obietnice zysków i prowadzenie krok po kroku przez cały proces. To dokładnie ten schemat, który od miesięcy pojawia się w całej Polsce, tylko za każdym razem ubrany w trochę inną historię.
Problem polega na tym, że w tym przypadku sytuacja zaszła dużo dalej niż zwykle. Mężczyzna nie tylko przelał pieniądze, ale do samego końca był przekonany, że bierze udział w legalnej inwestycji. W pewnym momencie zorientowała się jego żona i to ona zdecydowała się wezwać policję, podejrzewając, że doszło do oszustwa.
Kiedy funkcjonariusze pojawili się na miejscu, okazało się, że największym problemem nie jest już samo przestępstwo, ale brak świadomości tego, co się wydarzyło. 63-latek kategorycznie odmówił rozmowy i nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mógł zostać oszukany. Z jego punktu widzenia wszystko nadal było w porządku, a osoby, z którymi rozmawiał, wciąż były „doradcami”, a nie przestępcami.
To moment, który w tej historii jest najbardziej niepokojący. Bo o ile same oszustwa inwestycyjne nie są niczym nowym, to skala manipulacji w takich przypadkach zaczyna być coraz większa. Oszuści nie działają już na zasadzie jednorazowego „strzału”, tylko budują relację, zdobywają zaufanie i prowadzą ofiarę tak, żeby ta sama broniła ich decyzji, nawet w momencie konfrontacji z rodziną czy policją.
Po sprawdzeniu sprawy nie było wątpliwości, że doszło do klasycznego oszustwa „na inwestycje w kryptowaluty”. Pieniądze zostały przelane na konta kontrolowane przez sprawców i – jak w większości takich przypadków – ich odzyskanie będzie bardzo trudne. Policja prowadzi obecnie czynności mające na celu ustalenie sprawców, ale doświadczenie pokazuje, że tego typu sprawy rzadko kończą się szybkim odzyskaniem środków.
Ta sytuacja pokazuje też coś jeszcze. W takich historiach często pojawia się moment, w którym ktoś z bliskich próbuje zareagować. Tu również tak było – żona zauważyła problem i wezwała pomoc. Tyle że czasami to już nie wystarcza, bo osoba będąca pod wpływem manipulacji po prostu nie chce tego przyjąć do wiadomości.
I to jest chyba największe zagrożenie w tego typu sprawach. Nie same telefony, nie komunikatory, nie nawet same przelewy. Tylko moment, w którym człowiek zaczyna wierzyć bardziej obcym osobom z internetu niż własnej rodzinie.
Bo wtedy bardzo łatwo stracić nie tylko pieniądze, ale i kontrolę nad sytuacją.
Źródło:KMP ZABRZE





Dodaj komentarz