Lukas Podolski, ikona Górnika Zabrze i mistrz świata z 2014 roku, coraz częściej zabiera głos w sprawie przyszłości klubu. W rozmowie z Dziennikiem Sportowym piłkarz przedstawił swoją wizję rozwoju Górnika i ocenił, jak wygląda trwający od kilku lat proces prywatyzacji. (źródło)
Prywatyzacja – temat otwarty
Podolski przypomina, że od dwóch–trzech lat mówi się o sprzedaży klubu, jednak do tej pory nie przedstawiono konkretnej strategii. W Zabrzu temat prywatyzacji budzi emocje – część kibiców widzi w niej szansę na stabilizację, inni podchodzą do pomysłu z rezerwą.
Sam zawodnik deklaruje, że jego oferta została przekazana władzom, ale brak odpowiedzi pozostawia wiele znaków zapytania. Podkreśla jednocześnie, że nie chodzi mu o szybki zakup udziałów, lecz o przejrzysty proces, w którym jasno określone zostaną warunki i cele.
Wizja “czystego klubu”
Zdaniem Podolskiego kluczowe jest stworzenie fundamentów: zakończenie budowy stadionu, wsparcie akademii i uporządkowanie finansów. Wskazuje na przykład klubów takich jak Lech Poznań czy Jagiellonia Białystok, gdzie rozwój następował etapami, w oparciu o inwestycję w zaplecze i młodzież.
Sam piłkarz nie ogranicza się do słów – przeznaczył 50 tysięcy euro na akademię, choć jak mówi, projekt utknął w formalnościach. Podolski chciałby, aby takie inicjatywy nie ginęły w biurokratycznym gąszczu.
Kibice w centrum uwagi
Niezależnie od tego, jak zakończy się proces prywatyzacji, jedno jest pewne – Górnik to klub, który dla mieszkańców Zabrza ma wartość znacznie większą niż sportowa. To część lokalnej tożsamości i historii miasta. Dlatego dyskusja o przyszłości drużyny nie powinna sprowadzać się wyłącznie do cen akcji czy harmonogramów sprzedaży, ale także do tego, co klub znaczy dla społeczności.
Między cierpliwością a niepewnością
Podolski nie ukrywa, że chciałby działać długofalowo, jednak – jak sam przyznaje – nie może czekać bez końca. Kibice również zaczynają pytać, kiedy pojawią się konkretne decyzje. Dziś trudno jednoznacznie przesądzić, jak potoczą się losy Górnika. Wiadomo jednak, że czas gra na niekorzyść – zarówno klubu, jak i miasta.





Dodaj komentarz